To, co mamy w sercu i czego szukamy decyduje o tym, co spostrzegamy.... Czego ja, jako mąż, doświadczyłem na Kursie Filipa?  Przede wszystkim po raz pierwszy w życiu usłyszałem w modlitwie słowa Boga – Bóg mówił do mnie, odpowiadał na moje pytania – otworzyły się moje uszy. Przestałem tylko prosić, dziękować, chwalić.... zacząłem słuchać słów Jezusa.


Po drugie obiecałem sobie, że już nigdy nie powiem Ewie: „To Twój problem...”. Zrozumiałem, że wiosłujemy na jednej łodzi i jeśli jedno z nas słabnie to łódź zbacza z kursu. Dlatego konieczna jest świadomość wspólnoty pod jedyną banderą w Trójcy Jedynej Prawdziwej.
Po trzecie: przestałem się bać i zacząłem śpiewać jadąc do pracy: „Każdy wschód słońca Ciebie zapowiada, nie pozwól nam przespać poranka...”

Czego ja, jako żona, doświadczyłam na kursie Filipa?

Przede wszystkim, zrozumiałam, że dotychczasowe miejsce Pana Boga w moim życiu nie było miejscem właściwym i co to w ogóle znaczy „właściwe” miejsce Pana Boga. W ślad za tym nastąpiło podjęcie konkretnej, najtrudniejszej w moim życiu decyzji, a to z kolei przyniosło konkretne, widzialne zmiany, czyli z jednej strony zmniejszenie lęku i co za tym, uciążliwych dla rodziny i upokarzających dla mnie samej histerycznych zachowań w domu, a z drugiej strony uwolniłam męża od nierealnych oczekiwań. Nasze życie małżeńskie stało się zatem bardziej harmonijne. Poza tym, mniej denerwuje mnie „uduchowiony” język, który przebija ze strony internetowej Filipa i którym posługują się byli uczestnicy kursu (w tym również po części i ja (:-)) ). Zrozumiałam bowiem, że pewnych rzeczy nie da się inaczej wyrazić, a Pan Bóg nabrał dla mnie konkretnego wymiaru. Najważniejsze, że wiem już, że Pan Bóg daje wszystko co najistotniejsze, ale trzeba mu przyzwolić na działanie w naszym życiu i ta prawda stanowi najważniejsze doświadczenie, które wyniosłam z uczestnictwa w kursie Filipa.

Czego my, jako małżeństwo, doświadczyliśmy na Kursie Filipa?

Dopiero teraz dostrzegliśmy z Ewą, że nasza przysięga małżeńska składana 13 lat wcześniej jest jednym wielkim błaganiem do Boga o pomoc na każdy dzień wspólnego życia: pomoc w każdej decyzji, kłótni, sporze, przebaczeniu. Nasze ślubowanie jest ważne na tyle na ile prosimy Boga: „Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.” To jest najważniejsza część przysięgi. Nasze ślubowanie bez tego błagania, jest tak słabe jak słabi jesteśmy my sami – przecież upadamy każdego dnia. Wierzymy jednak, że z Bogiem jesteśmy w stanie powstać - przebaczyć sobie winy, jesteśmy w stanie okazać miłość, jesteśmy w stanie otrzymywać dary i cierpienia. Dzięki Ci Panie...

Ewa i Andrzej